Chcę napisać w ważnym temacie, który od pewnego czasu rozpala internetowe komentarze – o guru, przywódcy duchowym. Nie chcę jednak skupiać się na wynaturzeniach, tzw. fake guru i influencerskich guru, mających wielomilionowe odsłony lub ghost-writingowych guru „piszących” niewłasną ręka dziesiątki książek. Nie chcę też mówić o „guru”, którzy tworzą imperia-piramidki finansowe na bazie domniemanego oświecenia i równie marketingowego jogicznego wglądu w rzeczywistość. Chcę wrócić do korzeni, do ideału guru w kulturach takich jak indyjska, tybetańska, nepalska, w których pojęcie „guru” jest jak najodleglejsze od egoizmu, egocentryzmu, potrzeby kultu, chęci sławy, a nawet „posiadania” uczniów.
Jak guru był postrzegany kiedyś, co mówi o nim tradycja, kim jest teraz? Najistotniejsze jest to, że ideał ani się nie zmienił, ani nie sięgnął bruku.
Problemy, z jakimi borykamy się obecnie, były obecne także w starożytnej kulturze indyjskiej, a zjawisko tzw. „fake guru” znane jest od mitycznych początków.. Widać to choćby na słynnym VII-wiecznym reliefie naskalnym w Mahabalipuram, przedstawiający scenę znaną jako Pokuta Ardźuny lub Zstąpienie Gangi. W centrum kompozycji widzimy ascetę praktykującego surową tapasję w pozycji stania na jednej nodze i wzniesionych ramionach (ekapāda urdhvabāhu). Część badaczy widzi w owym joginie-ascecie Ardźunę, bohatera wspaniałej Mahabharaty, który poprzez ascezę stara się uzyskać łaskę Mahadewy, czyli Śiwy. Mahadewa udziela łaski, obdarzając przedmiotami, o które jogin prosi. Poniżej na reliefie widać cwanego kota, który jedynie udaje ascezę, niejako naśladując jogina. Wszystko po to, aby zwabić naiwne myszy, tłumnie gromadzące się przy nim. Czy to tylko wina kota? Owszem jego egoizm i fałszerstwo są oczywiste, ale także i naiwność oraz głupota myszy gra kluczową rolę. Bo aby ktoś mógł zostać uwielbianym przez tłumy guru, którego słowa przyjmowane są bez refleksji, potrzebna jest także publiczność pragnąca w to uwierzyć. Potrzebni są słuchacze, którzy bardziej niż prawdy pragną pięknego show, opartego na pozorach i przykuwających uwagę obrazkach. Dlaczego? Pozory są często łatwiejsze i bardziej pociągające niż wymagająca droga poznania. Czasem pozory są choć namiastką realizacji duchowej potrzeby, nawet jeśli ktoś wie, że bierze udział w inscenizacji, w teatrze cieni.
Dlatego pytanie o guru jest w istocie pytaniem podwójnym. Nie tylko o nauczyciela. Lecz także o ucznia.
Wróćmy jednak do źródeł. Kim był (i kim jest) guru? Proponuję trzy filary-perspektywy:
1) Z ciemności (gu) do światła (ru)…
2) Guru jest zawsze guru dla danego ucznia: relacja guru-uczeń jest zawsze ściśle osobista
3) Z cierpienia i wiążącego pragnienia ku wyzwoleniu
„Dźwięk GU niech oznacza ciemność, zaś dźwięk RU niech jest jej powściągnięciem,
ze względu na właściwość usuwania ciemności [ktoś] nazywany jest GURU”.
AdwajaTaraka Upaniszada 16 (tłumaczenie własne)
Na relację mistrz-uczeń możemy spojrzeć przede wszystkim z perspektywy próby zniwelowania cierpienia, napędzanego bezustanną siłą pragnienia, zdobywania, unikania bólu, nieprzyjemności i nieuniknionej zmienności, braku właściwej wiedzy co do własnej natury i rzeczywistości. Kiedy czyste mylone jest z nieczystym, kiedy jasne mylone jest ciemnym, kiedy trwale mylone jest z nietrwałym, a wysiłek ku szczęściu i wolności mylony jest z szybką euforią (czy jak mówię w języku pranajamy – euforyczną hiperwentylacją), kiedy prawda mylona jest z iluzją, a mistrz-guru z iluzją piękna i wsparcia. Wiele systemów filozoficznych i religijnych Indii, w tym także i jogadarśana (filozofia jogi), mówi, że żyjemy w świecie iluzji, gdzie doznania i wrażenia, także wrażenie „ja”, jest niczym miraż na pustyni, niczym sen na chwilę przed przebudzeniem, niczym słodkie słowa na chwilę przez potężną jasnością prawdy (por. mit jaskini Platona). Lecz ta iluzja, maja, prakriti (zmienna Natura), ma swoje prawa, swoje rytmy, swoje moce, które można dogłębnie opanować, zaczynając od opanowania siebie: dyscyplinę i dążenie do prawdy bez półśrodków, posiadanie pełni kontroli nad sobą, życzliwość dla każdej czującej istoty (maitri), współczucie (karuna), cierpliwość (kszanti), hojność itd., aż po indywidualne doświadczenie – transmutujące przeżycie przekroczenia ciemności, niewiedzy i cierpienia, które to doświadczenie sprawia, że ktoś już nigdy nie wraca do tego, kim był. Staje się zrealizowanym (siddha), oświeconym i przebudzonym (buddha), joginem, a niekiedy także guru, jeśli zbiorą się przy nim/niej uczniowie chętni podążać ścieżką zrealizowaną przez guru.
Prowadź mnie od niebytu ku bytowi.
Prowadź mnie od ciemności ku światłu.
Prowadź mnie od śmiertelności ku nieśmiertelności.
Bryhadaranjaka Upaniszada 1.3.28 (tłumaczenie własne)
Nie istnieje guru bez ucznia, a jednocześnie guru nie zabiega o uczniów. Jeśli nie ma komu rozpraszać ciemności i prowadzić poprzez własną metodę ku jasności i rozpoznaniu własnej natury, to nie ma także guru – bo co i komu rozpraszać. A jednak bez prawdziwego guru – sadguru (proszę nie mylić z Sadhguru!) – nie ma ścieżki ku świetlistości prawdy. Relacja guru-uczeń jest obopólna. Czy jednak guru jako osoba zrealizowana może istnieć bez ucznia? Tak, to jak Siddhartha Gautama po dokonaniu przebudzenia pozostałby Buddą, nawet gdyby nie miał uczniów. Czy można być uczniem na ścieżce jogi bez guru-mistrza? Odpowiedź jest oczywista, uczeń jest zawsze uczniem kogoś.
Lecz można zacząć od bycia uczniem własnego Wnętrza (antar), zanim poszuka się guru zewnątrz. Być może to jest nawet pierwszy i niezbędny krok, nie chodzi tutaj o żadne aroganckie przebóstwienie siebie, lecz o stan antarjamina (wewnętrznego przewodnika), który chyba najmocniej przejawia się w ciemnych nocach duszy, kiedy człowiek ma wrażenie, że wszystko jest skazane na nicość, lecz moc ten nocy sprawia rozpalenie gorącego pragnienia znalezienia skutecznego środka wyjścia poza to egzystencjalne rozbicie. Co prawda, „guru nie różni są od własnej przebudzonej świadomości” („Gurugita” 9), co prawda, pragnienia poszukiwania wyzwolenia (mumukszatwa) płoną wewnątrz potężnie, lecz u większości pojawia się niebywale pozytywna i transformująca potrzeba bycia prowadzonym, bycia uczniem, bycia światłem w czyichś rękach.
„Gdy uczeń jest gotowy, mistrz się pojawia”. Tak, lecz nie ot tak, nie na zawołanie. Gotowość ucznia nie oznacza tylko gotowości do wejścia w trudy praktyki i dyscypliny psychosomatycznej, ale również: kwalifikacje moralne, potrzeby filozoficzne i potężne śluby maitri oraz karuny.
Co natomiast należy do guru, jeśli staje się czyimś guru? Przede wszystkim guru stawia na pierwszym miejscu dobro ucznia/uczniów, posiada zdolność rozpoznawania psychiki i emocji ucznia (!), co jest dla ucznia dobre, co może napędzić arogancję, co krzywdzi, a co pomaga. Wiedzę przekazuje nie tylko słowem, lecz także obecnością, czuwaniem nad praktyką i odpowiednim jej doborem, adekwatnym interpretowaniem przekazu filozoficznego, byciem pewnego rodzaju tubą dla najgłębszego przekazu. Pod żadnym względem nie może skrzywdzić fizycznie, werbalnie, psychicznie i – powiedzmy – parapsychicznie. Poza nielicznymi przypadkami każdy guru ma swojego guru, nie chodzi o przekaz czystości metody, ponieważ wraz z postępem czasu techniki i interpretacje mogą się zmieniać, chodzi o przekaz łaski, mocy i błogosławieństwa.
Samadhi jest najwyższą prawdą,
zdobywane jest przez tego, kto ma wielkie szczęście,
osiągane przez łaskę guru i przez oddanie guru.
Gherandasamhita 7.1 (tłumaczenie własne)


