Czym naprawdę jest medytacja według klasycznej jogi? W świecie zdominowanym przez techniki relaksacyjne i praktyki mindfulness, klasyczna definicja medytacji przedstawiona w Jogasutrach Patańdźalego może zaskakiwać: to nie metoda, lecz stan świadomości osiągany poprzez systematyczne przygotowanie ciała, oddechu, umysłu i intencji. W tym artykule przyglądam się etapom prowadzącym do dhjany, pokazując, dlaczego medytacja w jodze nie jest celem samym w sobie, ale narzędziem głębokiej przemiany.
W klasycznej jodze nie znajdziemy „ćwiczeń medytacyjnych” w rozumieniu znanym z kultury popularnej. Medytacja, czyli dhjana, nie jest tu czymś, co można po prostu „zacząć praktykować” jako samodzielną technikę relaksacyjną czy koncentracyjną. Jest raczej etapem zaawansowanej wewnętrznej pracy, głęboko osadzonej w systematycznej strukturze ścieżki jogi. Według Jogasutr Patańdźalego dhjana nie jest punktem wyjścia, lecz owocem długotrwałego procesu przemiany jogicznej, zarówno w jodze klasycznej, jak i praktykach buddyjskich. Aby medytacja była możliwa w sensie jogicznym, konieczne jest wcześniejsze przygotowanie na kilku poziomach: moralnym, fizycznym, energetycznym i umysłowym. Jamy i nijamy, pierwsze dwa stopnie ośmiostopniowej ścieżki, porządkują życie wewnętrzne i zewnętrzne. Asana stabilizuje ciało i układ nerwowy. Pranajama reguluje przepływ energii życiowej (prany) i wpływa na stany umysłu. Pratjahara zaś pozwala odwrócić uwagę od bodźców zmysłowych i skierować ją do wewnątrz. Dopiero po zharmonizowaniu tych aspektów możliwe staje się wejście w przestrzeń medytacyjną – nie jako stan oderwania, ale jako ugruntowana obecność. Dhjana w klasycznej jodze nie polega na obserwacji myśli ani na odprężeniu, tym bardziej nie jest wizualizacją. To nieprzerwana koncentracja świadomości – stan, w którym uwaga nie rozprasza się, lecz trwa przy jednym przedmiocie, bez napięcia i bez przymusu, bez wysiłku ze strony praktykującej osoby. W takim ujęciu medytacja nie jest techniką, lecz efektem dojrzałości praktyki, która obejmuje całego człowieka: jego intencje, relacje, ciało, oddech i zdolność skierowania umysłu ku głębi.
Dlatego właśnie ścieżka jogi nie zaczyna się od medytacji. Zaczyna się od życia. I to życie – przeżywane świadomie, etycznie i z intencją wewnętrznego poznania staje się fundamentem praktyki medytacyjnej w pełnym, klasycznym znaczeniu.
Bahiranga i antaranga: dwie fazy jogi
Jogasutry dzielą ścieżkę praktyki na dwa etapy: bahiranga (praktyka zewnętrzna) i antaranga (praktyka wewnętrzna). Medytacja nie należy do pierwszej z nich – poprzedzają ją zasady moralne, praktyka somatyczna oraz praca z oddechem-umysłem. Dopiero po ich ugruntowaniu rozpoczyna się ścieżka wewnętrzna, której kolejne etapy to:
– dharana – koncentracja: skupienie uwagi na jednym punkcie,
– dhjana – medytacja: nieprzerwany strumień świadomości,
– samadhi – zjednoczenie: całkowite zanurzenie się w przedmiocie koncentracji.
Ten trójstopniowy proces nazywany jest samjama – i właśnie on według Patańdźalego jest właściwym sercem medytacji.
Dhjana – stan obecności, nie metoda
Dhjana nie polega na walce z myślami ani na tworzeniu doświadczeń. To stan, w którym świadomość pozostaje stabilna, obecna i niezakłócona. Przedmiot koncentracji może być różny – dźwięk, obraz wewnętrzny, oddech – ale to nie on jest celem. Celem jest sama jednolita świadomość: niewzruszona myślą i emocją, cicha i ugruntowana.
Dlatego nie „wchodzimy” w medytację za pomocą techniki. Tworzymy raczej warunki, w których ten stan może się pojawić. Patańdźali mówi o dwóch fundamentach: abhjasa (wytrwała praktyka) i wairagja (bezpragnieniowość). Dopiero ich połączenie prowadzi do tego, co można nazwać medytacją w sensie klasycznym.
Medytacja jako środek, nie cel
Wbrew częstym uproszczeniom, dhjana – medytacja w rozumieniu klasycznej jogi – nie jest ostatecznym celem ścieżki duchowej. W systemie Patańdźalego pełni rolę etapu pośredniego, który przygotowuje praktykującego do wejścia w stan samadhi – głębokiego zjednoczenia świadomości z przedmiotem medytacji oraz całkowitego uspokojenia jej poruszeń mentalnych (writti). Ale nawet samadhi nie stanowi kresu drogi. Ostatecznym celem jogi, jak czytamy w Jogasutrach, jest kaiwalja – stan absolutnej wolności, w którym świadomość źródłowa (purusza) pozostaje w swojej czystej, niezależnej naturze, nieutożsamiona z żadną formą zjawisk czy treści mentalnych. To nie eskapizm ani odłączenie od świata, lecz radykalna klarowność bycia – poza przymusem reagowania, oceniania, identyfikowania się. W tym kontekście medytacja nie jest aktem ucieczki ani chwilowym oderwaniem od rzeczywistości. Wręcz przeciwnie – jest narzędziem głębokiej transformacji sposobu, w jaki przeżywamy codzienność. Dhjana uczy nas widzieć z większą przejrzystością, słyszeć bez interpretacji, być obecnym bez chwytania. To zmiana jakości uwagi, która stopniowo przekształca całe życie – relacje, decyzje, sposób mówienia, działania, a nawet doświadczania cierpienia. Z perspektywy klasycznej jogi, każde z tych doświadczeń – choć pozornie odległe od „praktyki duchowej” – staje się terenem urzeczywistniania wolności. Medytacja nie służy więc „wychodzeniu” z życia, lecz głębokiemu zakorzenieniu się w nim – w sposób obecny, świadomy i nieskrępowany.
Dlatego właśnie… nie zaczynamy od medytacji!
Jeśli chcesz pogłębić swoją praktykę, zrozumieć jej fundamenty i uczyć się pranajamy w sposób uporządkowany i osadzony w tradycji, zapraszam Cię do udziału w kursach i spotkaniach prowadzonych w Atelier Jogi. Znajdziesz je na stronie: atelierjogi.com – w przestrzeni, którą tworzonę z myślą o tych, którzy pragną oddychać świadomie, żyć głębiej i praktykować medytację, jogę postoralną oraz pranajamę z głębokim sensem.

Świetny wpis, dziękuję. Medytacja nie jest techniką, ale stanem. Chociaż nawet bardziej techniczna Pranayama też nie powinna się odbywać „ot tak” – z biegu. Pawanmuktasana, krótka Savasana, a potem dopiero zarządzanie Praną przy pomocy oddechu.
PolubieniePolubienie